Zrównoważony rozwój
Nie wiem czy jestem zrównoważona, czy niezrównoważona, w każdym razie zrównoważony rozwój u mnie nie przebiegał normalnie. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale tak mi się wydaje. Po prostu mój rozwój nie przypominał zrównoważonego rozwoju, że tak powiem.

No bo czy ktoś kto ciągle płacze z byle powodu jest normalny? Znowu wydaje mi się, że nie jest i, że może jego duchowość jest wporzo, ale zrównoważony rozwój był raczej niezrównoważony. Kiedy nastał rok 2012, płakałam trochę rzadziej, bo mniej się na świecie działo, a przez to miałam mniej bodźców do płaczu. Powiem więcej, w roku 2012 postawiłam na duchowość i pogrążyłam się w głębokich rozmyślaniach i medytacji nad sobą oraz swoim życiem. Myśląc o sobie i o swoich sprawach, kontemplując samą siebie, nie miałam czasu myśleć o płaczu. Myślę, że rok 2012 sprawił, że miałam bardziej zrównoważony rozwój niż kiedykolwiek wcześniej. Nie przeżywałam skrajnych emocji, które wcześniej powodowały głośny płacz, a nawet szloch. Zamykając się w swoim wnętrzu odcięłam się od świata zewnętrznego, wszelkich trosk, niepokojów, ale i przeżywania radosnych chwil i szczęścia, które także było nierzadko powodem płaczu. Odcięłam się zarówno od dobrych, jak i złych emocji. Można by powiedzieć, że przyjęłam postawę stoicką, nie pamiętam kto już wcześniej, to znaczy przede mną, przyjął tę postawę. Coś mi świta, ale nie jestem pewna czy to był Kopernik. Chociaż znowu mam wątpliwości, bo Kopernik przecież odkrył Wenezuelę. No tak, już mi się przypomniało! Ale co z tego skoro wiem kto odkrył Wenezuelę, a w dalszym ciągu nie wiem kto na świecie przede mną przyjął postawę stoicką. Może jestem pierwsza? W każdym razie było mi dobrze z samą sobą. Tak, rok 2012 będę wspominać z nostalgią i rozrzewnieniem za każdym razem, gdy o nim pomyślę. D o dziś przedkładam duchowość nad sprawy cielesne (choć przyznam, że popełniam czasem małą niekonsekwencję...), gdyż to czyni mnie silniejszym człowiekiem i od roku 2012 już nie płaczę.